Ja do szkoły chodziłem zawsze. I zwykle tam docierałem. Wagary na mieście szybko się znudziły, więc z kumplem doszliśmy do wniosku że lepiej przesiedzieć cały dzień na schodkach koło boiska. Na przerwach wychodziła cała klasa na dwór i czasem ktoś się do nas dołączał albo my szliśmy na jakąś pojedyncza lekcje. Jak się zimno robiło to spędzaliśmy czas w sklepiku szkolnym umilając czas pani sprzedawczyni. Trzeba było dać temat "Jak wykrecasz się od roboty

" Może czegoś by się człowiek nauczył nowego.