663. W upalny letni dzień szedł drogą pewien mężczyzna. Żar lał się z nieba,
więc postanowił się wyką

ać w pobliskim strumieniu. Zdjął ubranie,
położył na brzegu, kapelusz powiesił na krzaku i nago wskoczył do wody.
Kiedy już się ochłodził, z przerazeniem spostrzegł, że ubranie zniknęło,
a z całego odzienia pozostał mu tylko kapelusz. I właśnie w tej chwili
na ścieżce za krzakiem ukazała się piękna dziewczyna. Trzymając kapelusz
oburącz, ledwo nim zdołał przykryć swą męskość, gdy dziewczyna zbliżyła
się do niego i patrząc mu głęboko w oczy, słodko rzekła:
- Podaj mi prawą rękę.
Chłopak podał.
- Podaj mi swoją lewą rękę.
Chłopak podał.
ZA TĄ SIŁĘ, KTÓRA PODTRZYMYWAŁA KAPELUSZ
