Muszę Wam niestety pokazać prawdziwe oblicze Polskiego clubbingu, za kulisami. Jak DJ'e są traktowani przez władze clubu.
Mam wspaniały przykład tego jak jest.
23 stycznia, tego roku, odbyła się impreza w Warszawskim clubie Styropian.
Zagrali tam :
Chris Matio, Rascal, Peka, Dela & SchizeQ, Adam Mansell, The Lectre (LIVE ACT!), Reazer i Floward.
SchizeQ napisał :
"Chlopaki zagracie? Bedziecie mieli zwrot dojazdu, moze jakas kasa tez wpadnie no a w klubie 'open bar' czyli picie i jedzenie darmo dla was i osoby towarzyszacej. " Mniej wiecej tak wygladała zapowiedz tej wspaniałej imprezy. Czy ktos z forumowych DJów by sie nie zgodzil zagrac? Jak ktos to robi z pasji to why not, zawsze okazja do pokazania sie po za miastem. Wiec jedziemy.
Wysiadamy w Warszawie, otrzymuje telefon od Matta Brodsona "Chlopaki sluchajcie moze byc problem z kasą" - tzn? - wpadnijcie do PeKi, pogadamy. Ok.
Pomijajac to ze Warszawa ma strasznie kiepski dojazd po miescie i nigdzie kompletnie nigdzie nie da sie bezposrednio dostac
Okazało sie ze zwrot przejazdu nie jest taki pewny, klub w dniu imprezy daje informacje o tym ze "co klub zarobi to macie do podzialu" wiec nieciekawie bo zawsze moze sie okazac ze klub nie zarobi.(Kilka osob bylo z miejscowosci o kilkaset kilometrów oddalonych np my z Katowic) Z tego pieniadze od nas z tego co wiem poszly tez na oplacenie ochrony.
Podjezdzamy do klubu, 2 karki stoja 'na bramce' i od poczatku z pyskiem "wszyscy maja 18?!" taaa.. wszyscy maja. "Ok wiec grajacy wchodza pierwsi, osoby towarzyszace NORMALNIE PLACĄ. No wiec grajkowie wchodza, ja szukam pieniedzy zeby za dziewczyne zaplacic, niech im ku**a bedzie. "ty grasz?! Gluchy ku**a jestes ze masz juz wejsc?!!!"
Wchodzimy do klubu. "Wszyscy szatnia obowiazkowa, osoby towarzyszace 2zł" My jako Dje oczywscie dajemy rzeczy na DJke bo tam wiemy ze nic im sie raczej nie stanie. Po chwili przychodzi wczesniej poznany mily pan ochroniarz z tekstem "DJe rzeczy do szatni, obowiazkowo!" no ok.. "2zł!" eee co ku**a?!
Jest moze w klubie kierownik, menadzer, czy ktokolwiek z kim mozemy porozmawiac? "nie, my tu rzadzimy" odpowiada mily pan ochroniarz. No to super.
Dosdtalismy do swojej dyspozycji taka mala przytulna kanciapke gdzie byl viproom. Co chwile oczywiscie przychodzil ochroniarz sprawdzac czy nie pijemy swojego alkoholu. Open baru oczywiscie nie bylo. Ale za to "mozecie przyniesc swoja wódke". ok! "..ale zostawiacie ją na barze a my wam rozlewamy, nie ma picia samopas."
W viproomie z reszta grajacych doszlismy do wniosku ze konczymy impreze, wychodzimy. Pozniej jednak z pewnych wzgledow zgodzilismy sie zagrac po pol godziny kazdy, zeby jak najszybciej opuscic tamto miejsce. W trakcie grania teoretycznie co przejscie padała koncowka mocy, leciały same niskie tony, po minucie wracalo do normy. Super
Time table byl tak ustawiony ze zaczynalismy od minimali, róznego techna, tribali pozniej od godziny 1
W trakcie naszego seta w strone mojej dziewczyny polecialo cos szklanego(butelka, kufel ch*j wie co), na szczescie nie dostala ale przelecialo zaraz nad jej głowa. Ja sie pytam gdzie byla kochana zawsze czujna ochrona?!
Skonczylismy grac miedzy polnoca a pierwsza i razem z wiekszoscia DJów chcielismy opuscic lokal. Ale wpadlismy na pomysl ze pojdziemy sobie usiasc do naszego viproomu bo jest tam cicho i w miare cieplo i zqaraz idziemy. Niestety Ochroniarz powiedzial "nikogo z was tam nie bylo, teraz ktos inny sobie ten pokoj ZAREZERWOWAŁ" że co ku**a? Przeciez to jest dla DJów?! "A jest pisze gdzies na drzwiach ze dla DJów?! Nie, wiec spierdalaj!" Jak sie okazalo 10 minut pozniej w naszym pokoju siedzieli znajomi od ochroniarzy.
Idziemy do szatni, moja dziewczyna daje numerek, Pani podaje jej wieszak.. ale zaraz? Jest kurtka, a gdzie reszta zostawionych rzeczy? Grzecznie powiedzialem pani ze "lepiej zeby te rzeczy sie znalazły", po prawie dziesieciu minutach szukania polar i szalik znalazly sie na podlodze "szatni" gdzie gdzie nie powinny byc. Co to przeszukania sobie robili?! Dlaczego zostawila na jednym wieszaku a polowa byla gdzie indziej?! Dziewczyna zaczyna sie ubierac a pani z szatni do ochroniarza "ten maly do mnie szczekał, grozil mi" czy co w tym stylu. A ze okazalo sie ze ta pani to dziewczyna tego ochroniarza to zostalismy wyrzuceni z klubu, nie zdarzylismy sie wszyscy nawet ubrać. wlasciwie to zdarzylismy wyjsc zanim zostalismy przekopani, a pewnie do tego by doszło. Odchodzac od klubu rozmawialem z dziewczyna a zza pleców "Ty ku**a masz cos jeszcze do powiedzenia?! To chodz tutaj i to powiedz!!" a nastepnie "juz nigdy tu ku**a nie zagrasz, nie pokazuj sie tu!". Widac panowie z "ochrony" nie wiedzieli ze jestesmy z Katowic i nie usmiecha nam sie wracanie do tego burdelu, bo klubem tego nazwac nie mozna.
To na goraco, dopracujemy i rozsylamy po forach muzycznych jak sa traktowani DJe w Polsce, nie mowie tu tylko o HARD, bo gralismy rozne style, nikt z nas pieniedzy na oczy nie zobaczyl a wszyscy zostalismy potraktowani jak szmaty. "
Takie są realia naszego "wspaniałego" kraju.
Za granicą nigdy by się to nie zdarzyło.
Dla przykładu podam to co jest np. w Niemczech.
Tam mimo, że DJ nie jest najwyższej klasy, ale jest naprawdę traktowany jak gość. Ma opłacony nocleg i wyżywienie. Do tego przyjazd do clubu i powrót do noclegowni, np. hotelu. Tam DJ'e są traktowani naprawdę jak gwiazdy.
Bo za granicą opinia clubu musi być trzymana na wysokim poziomie.
Nie to co W Polsce...
Ludzie co myślicie o tej sytuacji ? WYPOWIADAĆ SIĘ !!!